Lek nadziei
Lek nadziei
Mijają lata: dwadzieścia, trzydzieści, niedługo już całe półwiecze od chwili, kiedy pierwsze doświadczenia lekarza weterynarii doktora T Podbielskiego poczynione w kilku wsiach w okolicach Międzyrzecza - najpierw na hodowanych przez rolników zwierzętach, potem na sobie i żonie Zofii, a natępnie ciężko chorych paru mieszkańcach okolicy - przy pomocy TP-1 i TP-2 przyniosły "cudowną" wprost poprawę stanu zdrowia tych zwierząt i ludzi oraz bez wątpienia - uratowały parę istnień ludzkich w sytuacji, kiedy ówczesna medycyna orzekła, że nie ma nadziei...
Pomimo licznych udokumentowanych przypadków poprawy zdrowia oraz "cudownych" wyleczeń (np. skomplikowanych przypadków nowotworów) wśród ludzi, sięgali po specyfik TP-1 i TP-2, doktor nie doczekał się oficjalnego uznania.
Potwierdzające niezwykłą skuteczność TP-1 i TP-2 życie toczyło się swoją drogą, a żmudna, biurokratyczna procedura zmierzająca do oficjalnej rejestracji specyfiku swoją.
Doświadczenia wskazywało, że TP doktora Podbielskiego jest "lekiem nadziei" wcale nie iluzorycznej, bo bezustannie potweirdzanej w przypadkach, którym oficjalna medycyna tej nadziei nie dawała. Natomiast biurokratyczne przeszkody i mentalne opory, z jakimi musiał się zmagać doktor z Międzyrzecza nie pozwoliły mu doczekać się chwil, kiedy specyfik zostałby włączony do oficjalnych rejestrów leków.


